|
W Środę Popielcową rano przy klasztorze ojców franciszkanów spotkali się: Post, Modlitwa i Jałmużna.
- Wybieram się do Nieba - zaczął Post. - Myślę, że góra trzy dni i znajdę się tam.
- Trzy dni! Też mi coś - prychnęła Jałmużna. - Ja zasłużę na Niebo w dwa dni!
Modlitwa nic nie powiedziała, ale w duchu była przekonana, że już jutro będzie w Niebie.
I tak, w Środę Popielcową pod klasztorem ojców franciszkanów Post, Modlitwa i Jałmużna postanowili jak
najszybciej zasłużyć na Niebo.
...
Tego dnia Post miał ułatwione zadanie. Ściśle przestrzegał tradycji. Środa Popielcowa -
trzy posiłki, jeden tylko do syta, zero mięsa. Niewielkie śniadanie zjadł już wcześniej.
Natomiast na obiad była pyszna smażona ryba z ziemniakami i surówką. Najadł się, ale raz w
ciągu dnia było mu wolno. Potem poszedł do sklepu po zakupy. Kupił słodki serek i rybkę wędzoną.
A potem jeszcze zauważył nowy gatunek sera i też go kupił. To wszystko zjadł na kolację, pamiętając
jednak, aby nie najeść się do syta.
Niestety, w czwartek rano nic się nie zmieniło. Post nie znalazł się w Niebie. Przy kubku kakao
i bułce z marmoladą zastanawiał się, z czego by tu zrezygnować. Postanowił... nie jeść słodyczy.
Schował głęboko do szafy torebkę z cukierkami i pudełko z ciastkami. Szafę zamknął na klucz.
- Mam to z głowy - powiedział, zadowolony z własnej zaradności.
Przez cały dzień nie zjadł nic słodkiego, nawet herbaty nie posłodził. To dopiero był post!
- Jutro będę w niebie - rozmyślał w czasie kolacji, zajadając pieczoną nóżkę z kurczaka.
Jednak i to nie pomogło. W piątek obudził się we własnym łóżku.
- A może by tak spróbować radykalnie? - zastanawiał się. - Tylko woda!
Piątek był dla niego bardzo ciężkim dniem. Post chodził rozdrażniony. Pokłócił się z sąsiadem,
nawymyślał sprzedawczyni, pogonił bawiące się pod jego oknem dzieci. Ale wytrzymał cały dzień
bez jedzenia.
W sobotę rano nie mógł się obudzić. Czuł się źle, a to znaczyło, że na pewno nie był w
Niebie. Jeżeli tak radykalny post nie pomógł, to co jeszcze mógł zrobić?
...
Kiedy w Środę Popielcową Post poszedł do domu, Jałmużna udała się do banku. Miała trochę
oszczędności. Postanowiła część z nich wydać.
- Chciałam przelać pewną sumę na konto Urzędu Miasta - powiedziała przy okienku bankowym. - Żeby
wszystkim nam żyło się lepiej - dodała z uśmiechem. - Tylko proszę zaznaczyć, że to ode mnie.
Podpisała, co trzeba było podpisać i poszła do domu - przekonana, że w czwartek rano będzie w Niebie.
Była przecież taka hojna!
Myliła się jednak. W czwartek nadal znajdowała się na Ziemi.
Trzeba było działać dalej. Wyjęła pieniądze z kuferka, odliczyła kilka banknotów i wyszła z domu.
- Pani kochana, da pani na chleb - usłyszała głos staruszki - żebraczki. Nawet nie spojrzała.
Minęła ją szybko i poszła do szkoły.
- Tutaj są pieniądze na obiady dla biednych dzieci - powiedziała w sekretariacie.
Pani sekretarka z wdzięcznością podziękowała za dar. A Jałmużna stała dalej, jakby na coś czekała.
- Słucham? - spytała uprzejmie sekretarka. - Czymś jeszcze mogę służyć?
- Oczywiście! - oburzyła się Jałmużna. - Niech pani zapisze w księdze ofiarodawców, że te
pieniądze pochodzą ode mnie! Wszystko musi być zapisane. Inaczej, kto mi uwierzy, że je dałam.
Jałmużna jeszcze przypilnowała, czy sekretarka wszystko dobrze zapisała, a potem poszła do domu.
W piątek rano Jałmużnę oślepił blask światła.
- Niebo... - wyszeptała, mrużąc oczy.
Jakże była zła, gdy okazało się, że to tylko wiosenne słońce.
- Jak to możliwe! - złościła się. - Tyle pieniędzy i nic?!
Zdenerwowana usiadła przy biurku. Wyjęła książeczkę czekową i zaczęła pisać: jeden czek na
schronisko dla zwierząt, drugi dla Kościoła, trzeci dla szpitala. Wypisała dziesięć czeków.
Potem osobiście zaniosła je w odpowiednie miejsca, wszędzie wpisując się w księgę ofiarodawców.
Tyle pieniędzy jeszcze nigdy nie rozdała.
Sobotni poranek był jedną z najgorszych chwil w życiu Jałmużny. ...Ciągle nie osiągnęła Nieba.
...
A co działo się w tym czasie z Modlitwą? Jak ona chciała zasłużyć na Niebo?
Zaraz po środowym spotkaniu z Postem i Jałmużną Modlitwa poszła do kościoła. Wyjęła różaniec,
książeczkę do nabożeństwa, uklękła i zaczęła się modlić:
- Panie Boże, weź mnie do Nieba. Zobacz, ile czasu spędzam w kościele. Zobacz, jak długo klęczę.
Weź mnie pierwszą. To ja bardziej zasługuję na Niebo niż Post i Jałmużna.
Modlitwa klęczała tak cały dzień. Jak bolały ją kolana, siadała na chwilę w ławce, a potem znowu - na kolana.
Wieczorem wróciła do domu. Przebrała się odświętnie. W Niebie chciała wyglądać jak najlepiej.
W czwartek rano Modlitwa spojrzała na wygniecioną suknię. Już wiedziała - nie zasłużyła na Niebo.
Pewnie za mało się modliła.
Tym razem poszła do katedry. "To takie dostojne miejsce. Może tutaj Bóg mnie wysłucha."
Uklękła w pierwszej ławce, jak najbliżej ołtarza i mówiła:
- Boże, czemu nie zabrałeś mnie do Nieba? Tyle czasu się modliłam. Tak Ciebie prosiłam.
Zobacz, ludzie tutaj wpadają tylko na pięć minut i zaraz wychodzą, a ja klęczę tyle godzin.
Rzeczywiście, wiele osób zaglądało do katedry na krótką chwilę. Czasami tylko przyklęknęli,
szepnęli "dziękuję" i szli dalej. A Modlitwa wytrwale klęczała. Zdrzemnęła się tylko na moment,
bo była już zmęczona, ale ciągle trwała.
Niewiarygodne, ale i takie poświęcenie nie pomogło. W piątek Modlitwa obudziła się nie w Niebie,
a u siebie w domu.
"Teraz Ci pokażę" - pomyślała. - "W piątek mam tyle możliwości..."
Rano Modlitwa obeszła wszystkie kościoły w mieście. W każdym z nich modliła się pół godziny.
Po obiedzie poszła do franciszkanów na drogę krzyżową dla dzieci. Potem na drogę krzyżową dla
dorosłych do redemptorystów i jeszcze zdążyła na mszę wieczorną w katedrze. W domu wyczerpana
położyła się spać.
Kiedy w sobotę rano znowu obudziła się w swoim łóżku, zrezygnowana poszła pod franciszkański
klasztor. Zastała tam zniecierpliwioną Jałmużnę, a zaraz po niej przywlókł się wycieńczony Post.
- Oddałam tyle pieniędzy! - krzyczała Jałmużna. - I nic!
- Modliłam się trzy dni, prawie bez przerwy - żaliła się Modlitwa.
Post nie był w stanie nic powiedzieć. Zmęczony usiadł na ławce.
Kiedy tak krzyczały i żaliły się na przemian, zobaczyły postać, idącą do nich uliczką.
Nie znały jej, ale ona wyraźnie wiedziała, kim są.
- Jestem Miłość - przedstawiła się postać. - Przysłał mnie Bóg.
Modlitwa i Jałmużna podeszły bliżej. Nawet Post wstał z ławki.
- To przekaż Mu - zaczęła Jałmużna - że mamy tego wszystkiego dosyć!
- Sami Mu powiecie. - Uśmiechnęła się Miłość. - Jak tylko znajdziecie się w Niebie.
- O nie! - krzyknęła Modlitwa. - Mam dosyć klęczenia!
- Ależ kochani - mówiła Miłość. - Teraz już będzie inaczej. Do tej pory zabrakło wam jednego.
Zabrakło wam Miłości. Bez Miłości nie można dostać się do Nieba.
- Jak dawać pieniądze - Miłość zwróciła się w stronę Jałmużny - to z miłością i bezinteresownie.
- Jak pościć - ciągnęła - to z miłością i radośnie.
- Jak modlić się...
- Tak, wiem - wyszeptała Modlitwa. - Z miłością i nie na pokaz.
Do Niedzieli Palmowej zostało jeszcze wiele dni. Post, Modlitwa i Jałmużna mieli dużo czasu,
aby się zmienić. Pomogła im Miłość. Razem zdobyli Niebo.
|
|