|
Na końcu bajki zagadka :-)
Podobne były te wszystkie ranki, kiedy mama gnała do pracy, a tata
wiecznie był w jakiejś delegacji. Podobne były dni, w czasie których
większość czasu Celina spędzała w szkole. Najpierw w świetlicy, potem
na lekcjach i znowu w świetlicy, gdzie siedziała do czwartej. Wtedy to
mama, wracając z pracy, zabierała ją do domu. Podobne były też popołudnia
i wieczory, w czasie których dziewczynka najpierw jadła obiad, odrabiała
lekcje, a potem siadała przed telewizorem i oglądała swoje ulubione filmy.
Były też rozmowy z mamą, zawsze krótkie - mama często była zmęczona albo
zajęta pracą, którą przynosiła do domu.
Ten wieczór był jednak inny. Skończyła właśnie oglądać dobranockę z
Muminkami, kiedy mama przysiadła się do niej.
- Musimy porozmawiać - zaczęła, wyłączając telewizor.
Celina spojrzała na nią zaniepokojona.
- Muszę przez jakiś czas dłużej być w pracy. Obowiązkowe szkolenie.
Rozumiesz, prawda? - tłumaczyła się mama.
- Rozumiem. - Celina zwiesiła głowę. - Będę dłużej na świetlicy?
- Niestety, świetlicę zamykają o 17-ej, a ja mam szkolenie do 18-ej.
- To co ze mną będzie? - zaniepokoiła się dziewczynka.
- Jesteś już na tyle duża, że po czwartej będziesz sama wracała do domu -
powiedziała mama. - Dasz sobie radę, prawda?
Celina uśmiechnęła się:
- No pewnie.
"To może być nawet ciekawe" - pomyślała.
...
W czasie szkolenia mamy Celina najbardziej cieszyła się z samodzielnych
powrotów. Miała wtedy dużo czasu, mogła oglądać mijane wystawy sklepowe.
Ten sklep, w którym ostatnio była wielka przecena, miał okno zasłonięte
wielkimi arkuszami szarego papieru. Już pierwszego dnia próbowała zajrzeć
do środka przez szparkę między nimi, ale nic nie było widać.
Po powrocie do domu siadała na wygodnej kanapie i oglądała filmy rysunkowe.
Lubiła, jak zmieniały się kolorowe obrazy. Lubiła te wszystkie fajne
piosenki, dowcipy, nie zawsze zrozumiałe. To był inny świat. Świat żywych
przedmiotów, dziwnych postaci, ożywających zabawek. Ciekawy świat. I nic
nie trzeba było robić, aby się do niego dostać. On sam przychodził na
ekranie telewizora.
Świat książek, które polecała pani w świetlicy, był zdecydowanie gorszy.
Nawet nie próbowała do niego zaglądać. Czytanie było zbyt męczące i takie
nudne...
...
Podczas kolejnych powrotów do domu próbowała zobaczyć, co kryje się
za szarym papierem okna wystawowego, ale wciąż jej się to nie udawało.
Widziała tylko światło albo migające postacie. A jednego dnia do sklepu
wnoszono olbrzymie paczki.
- Co może w nich być? - zastanawiała się, wracając do domu.
Aż w końcu nadszedł dzień, gdy wszystko się wyjaśniło. Był to ostatni
dzień szkolenia mamy i ostatni dzień samodzielnych powrotów Celiny do
domu. Jak w ciągu poprzednich dni, tak i teraz, zbliżając się do zasłoniętego
okna wystawowego, pomyślała o tajemnicy, kryjącej się za szarym papierem.
Zaskoczona stanęła przed sklepem. Z wrażenia aż zamknęła oczy. Szary papier
zniknął, a w jego miejsce ukazała się bajecznie kolorowa wystawa, pełna
książek. Książki wychylały się spod ścian, podnosiły z parapetu, były
wszędzie. A między nimi...
Celina jednym spojrzeniem ogarnęła całość, a potem zbliżyła nos do szyby,
aby przyjrzeć się dokładnie temu miniaturowemu światu. I już po chwili
okazało się, że świat wcale nie był taki nieznany. Jego kawałek zamieszkiwały
Muminki, zrobione z wełny. Z guzikowymi oczami i ogonkami ze sznurka. Mama
Muminka miała nawet swoją ulubioną torebkę. O! A obok nich stała piegowata
Pippi, ubrana w śmieszną sukienkę, pozszywaną z łatek. Znała też oczywiście
żółtego misia w czerwonej bluzeczce. Ale któż by nie znał Kubusia
Puchatka?
Pozostałe postacie były obce. Na przykład ten okrągły pan, wycięty z
papieru,
któremu towarzyszył pies i kaczka. Nad psem na nitce dyndała papierowa
...mucha? A z tyłu, zza grubej książki, wyłaniał się ogromny smok.
Trochę podobny do tego z filmu, a jednak inny. Był bardziej poważny i
miał
takie mądre oczy. W rogu wystawy stało kartonowe drzewo ze sztucznymi
jabłkami. Na gałęzi siedziała jakaś starsza pani, zrobiona z
materiału.
Po środku wystawy błyszczało jeziorko z niebieskiej folii. Pływały po nim
plastelinowe łabędzie i ktoś jeszcze. To mała laleczka stała na liściu.
Trzymała cienki drucik, za który ciągnął ją biały motylek. Laleczka była
przestraszona.
"Ciekawe czego się boi?" - zamyśliła się dziewczynka.
Celina mogłaby jeszcze długo oglądać wystawę, pełną małych i większych
postaci, ale w tym momencie drzwi sklepu otworzyły się. Ze środka wyszła
uśmiechnięta dziewczynka. W ręce trzymała papierową torebkę z napisem
"Księgarenka".
Dziewczynka oddaliła się, a Celina otworzyła drzwi.
"Jak tu kolorowo" - pomyślała od razu. Raźnym krokiem weszła do środka i
stanęła przy drewnianej ladzie.
- Czy są filmy na DVD? Te o Muminkach? - spytała.
- Filmy? Nie, nie mamy filmów - odpowiedziała miła Pani. - Mamy za to
książki - dokończyła, pokazując niewysokie półki.
- Książki? - zmartwiła się Celina. - To nie to samo.
- Z pewnością nie. - Miła Pani uśmiechnęła się. - Książki to zupełnie inny
świat.
- W zasadzie nie czytam książek - stwierdziła dziewczynka. - Wolę filmy.
Myślałam, że ma pani filmy o Muminkach. Albo o tym okrągłym panu z
wystawy.
- Ależ możesz to wszystko zobaczyć! - radośnie powiedziała Pani zza lady.
Dziewczynka popatrzyła na nią z nadzieją.
- Przecież mówiła pani, że tutaj nie ma filmów.
- Nie ma. To prawda. Ale są za to ilustracje w książkach - wytłumaczyła
sprzedawczyni.
- Przecież one się nie ruszają - skrzywiła się Celina.
- A próbowałaś otworzyć książkę? - I miła Pani zaprowadziła ją do najbliższej
półki. - Tutaj jest ta o Panu Kuleczce, który ci się spodobał. Otwórz.
Celina z ciekawością otworzyła książkę, ale ...nic się nie stało. W środku
były ładne, lecz nieruchome ilustracje. Pies nie biegał, ani nie szczekał.
Kaczka wydawała się bardziej ruchliwa, ale i ona nic nie mówiła.
- Nie, to nie dla mnie. - Celina zamknęła książkę.
- Wiesz co? - miła Pani zastanowiła się chwilkę. - Tam mamy kącik z
krzesłami.
Dziewczynka spojrzała za regał. Na krzesłach siedziało trochę dzieci.
- Zaraz przyjdzie Pan, który będzie czytał. Możesz zostać? Albo... spytaj
mamy i wracaj do nas. Zaczekamy na ciebie.
- Mamy nie ma w domu - odruchowo powiedziała dziewczynka.
- A zostać mogę - dodała po zastanowieniu.
Wahała się trochę przed podjęciem decyzji. Jednak zwyciężyła ciekawość. ...A
może coś jeszcze? Było tu tak miło. Tak ...inaczej. Nie chciało jej się
wychodzić. Coś ją trzymało.
Zdjęła kurtkę i usiadła na najbliższym krześle. Za jakiś czas przyszedł Pan.
Taki zwyczajny, normalnie ubrany. W ręce trzymał książkę.
- O! To ta o Panu Kuleczce - ucieszyła się Celina.
Pan zaczął CZYTAĆ.
A wtedy ten nieruchomy świat ilustracji, które już widziała, OŻYŁ. Kaczka
złościła się i protestowała. Mucha bzyczała. Pies mówił powoli, poważnie.
Słyszała też życzliwy głos Pana Kuleczki. Widziała! Naprawdę widziała ich
wszystkich! Widziała ich dom, stół w kuchni, przy którym robili ciasto.
Razem z nimi siedziała przy ognisku i piekła jabłka. To było niezwykłe.
Nigdy nie przypuszczała, że taki pełen życia może być książkowy świat.
Nagle Pan skończył czytać. Jeszcze przez chwilę było cicho, a postacie z
książki trwały w tym zaczarowanym kąciku. Ale zniknęły wraz z szuraniem
krzeseł. Celina ubrała się i zamyślona wyszła z księgarni. Na ulicy Pan
Kuleczka pojawił się znowu. W wyobraźni powracały jego przygody. Dziewczynka
w podskokach pobiegła do domu. Mamy jeszcze nie było, ale wcale nie miała
ochoty włączać telewizora. Zamiast tego zaczęła szukać ...książek!
- Przecież muszą tu gdzieś być - zawołała.
Myliła się jednak. W swoim pokoju znalazła tylko parę twardych książeczek z
zaledwie kilkoma zdaniami.
"To dla maluchów" - pomyślała.
W sypialni rodziców książek nie było. W dużym pokoju, przy komputerze
znalazła książki o ekonomii, zarządzaniu i programach komputerowych.
Była jeszcze jedna półka ze słownikami i parę książek dla dorosłych.
Usiadła zrezygnowana na kanapie. Taką smutną zastała ją mama po powrocie
do domu.
- Hej! Już jestem - zawołała od progu. - Koniec szkolenia. Nie cieszysz
się? - Mama zajrzała do pokoju.
- Co się stało Celinko? - spytała.
- Mamo, - zaczęła - czemu w naszym domu nie ma książek?
- Jak to nie ma? - zdziwiła się mama. - Trochę jest.
- Nie ma. - Celina oskarżycielsko spojrzała na mamę. - Szukałam. Nie ma
żadnych porządnych książek dla dzieci.
- Ale, Celinko. - Mama usiadła obok niej. - Nigdy nie chciałaś książek. -
Mama pogładziła ją po włosach.
- Nie wiedziałam, że mogą być takie fajne! - wykrzyknęła rozżalona
dziewczynka. - Dlaczego nigdy nie przeczytałaś mi chociaż jednej?!
Mama cofnęła rękę.
- Wiesz - zaczęła cicho. - Kiedyś, gdy byłaś mała, czytałam ci
książki. ...Ale potem miałam coraz więcej pracy. Wracałam do domu
zmęczona. ...Tak jakoś wyszło.
Siedziały przez chwilę smutne. Potem mama szybko wstała i poszła do
sypialni. Było słychać, jak otwiera wielką szafę i stuka taboretem.
Po chwili wróciła.
- Mam coś dla ciebie - powiedziała, wyciągając przed siebie grubą
książkę.
Celina chwyciła ją bez zastanowienia. Na okładce w szalonym pędzie
białe konie ciągnęły sanie. Siedziała w nich piękna kobieta, ubrana
w futro. Dziewczynka w pośpiechu przewracała kartki, z których
spoglądały na nią czarno-białe i kolorowe postacie, zwierzęta, kwiaty.
A wszystko tak dokładnie narysowane.
- Mamo! - krzyknęła Celina, wpatrując się w jedną z kolorowych ilustracji. -
Znam tę dziewczynkę!
Celina wskazywała na obrazek z postacią, stojącą na liściu.
- Widziałam ją dzisiaj w księgarni!
- To jest Calineczka - powiedziała mama i uśmiechnęła się do wspomnień. -
Na jej pamiątkę nazwaliśmy cię z tatą Celinką.
Dziewczynka szeroko otworzyła oczy. Już wtedy, przed oknem wystawowym
księgarni coś ciągnęło ją do tej małej postaci, zagubionej wśród książek.
A teraz dowiedziała się, że łączy je to samo imię.
- Muszę to przeczytać! - zawołała, przyciągając do siebie książkę.
- A może ja ci poczytam? - nieśmiało spytała mama.
Cóż to był za uśmiech?! Dziewczynka była bardzo szczęśliwa. Usiadły sobie
wygodnie na kanapie. Tak bliziutko - najbliżej jak można, żeby nie
przeszkadzać sobie nawzajem w czytaniu i słuchaniu. Celina zerkała mamie
przez ramię. Mama zaczęła CZYTAĆ. I znowu, tak jak wydarzyło się to w
księgarni, świat z książki OŻYŁ. Dziewczynka chłonęła wszystkie przygody
Calineczki. Razem z nią smuciła się, bała się, a potem pielęgnowała
jaskółkę.
A na koniec była tak samo szczęśliwa jak Calineczka, fruwająca z kwiatka na
kwiatek.
- Mamo - powiedziała, gdy skończyły czytać i siedziały jeszcze chwilę
przytulone do siebie. - Jutro po szkole zaprowadzę cię do takiej małej
księgarenki. ...Kupimy sobie książkę!
W bajce pojawiły się różne książki. Czy wiesz, jakie? :-)
Odpowiedź znajdziesz w moliku książkowym.
Zdjęcia okładek ściągnięte z księgarni
Badet, gdzie można kupić książki.
|
|